The argument in favor of using filler text goes something like this: If you use real content in the Consulting Process, anytime you reach a review point you’ll end up reviewing and negotiating the content itself and not the design.
Consultation
Brakuje mi inwencji, by zgrabnie i godnie przetłumaczyć nazwę tego dania – Beans and Greens – Fasola i Zielone. A szkoda, bo serce pęcznieje mi z miłości do niego. Czysta prawda w tym, co mawiają starzy Indianie – że często to, co najprostsze, jest najlepsze.
Tak, mam obsesję na punkcie warzyw liściastych. Bardzo żałuję, że nie są w Polsce B bardziej dostępne. Gdzie bym nie przeczytała – są podstawą dobrego odżywiania, diet, detoksów. A tu występują w moim ulubionym, strączkowym towarzystwie.
Przepis zaczerpnęłam z książki kucharskiej Jessicy Battilany (tej od karmelowej wieprzowiny) pt. Repertoire, mojej ostatniej obsesji. Jest bardzo prosty, choć trochę czasochłonny – fasolę trzeba namoczyć i ugotować (nie ma mowy o użyciu tej z puszki!), a wszelkie liście sparzyć, odcedzić do wody z lodem tak, aby nie straciły koloru, następnie wycisnąć i pokroić. Ale potem już z górki! I mamy danie albo na kilka dni, albo dla drużyny piłkarskiej, bo ½ kg fasoli to nie przelewki!
Danie jest cudownie wersatylne (siostra twierdzi, że nie ma w polskim takiego słowa), może być wegetariańskie, wegańskie, ale moim wiejskim zdaniem tylko prosi się, by być odświeżającym dodatkiem do kiełbasy z grilla.
Pod hasłem zielone* kryje się dowolna kombinacja roślin liściastych – jarmuż, szpinak, liście brokuła, rapini, liście buraka, a nawet młoda albo pekińska kapusta.
Do wersji wegetariańskiej nie dodajemy anchois, do wegańskiej ewentualna bułka tarta powinna być zrumieniona na oliwie!
W dużym garnku gotujemy fasolę do miękkości (ok. 1.5 – 2 godz.). Gdy jest bardzo ugotowana (żadne al dente!) solimy i ściągamy z ognia.
Nie odcedzamy!
Gdy fasola się gotuje, w osobnym dużym garnku gotujemy wodę. Przygotowujemy miskę z lodem i zimną wodą. Partiami parzymy zielone – wrzucamy do gotującej się wody, doprowadzamy do wrzenia, po minucie wyciągamy sitkiem i wrzucamy do wody z lodem. Powtarzamy proces, aż całe zielone będzie ugotowane i schłodzone. Odcedzamy dokładnie, następnie wyciskamy z zielonego maksymalnie dużą ilość wody. Kroimy w kostkę i odkładamy do miski.
Na małej patelni rozgrzewamy delikatnie 1/2 szklanki oliwy z plasterkami czosnku, posiekanymi anchois i cayenne. Uważamy, by nie zrumienić czosnku, tylko zeszklić. Zdejmujemy z ognia, dodajemy połowę startej skórki z cytryny i polewamy tym zielone w misce.
W dużym rondlu rozgrzewamy resztę oliwy. Dodajemy przekrojone na pół ząbki czosnku, podsmażamy je lekko, następnie dodajemy połowę ugotowanej fasoli (bez wody) i smażymy na mocnym ogniu, mieszając, przez ok. 2 minuty. Następnie dodajemy szklankę wody z gotowania fasoli. Gotujemy całość mieszając, aż fasola nieco się rozpadnie i powstanie coś na kształt kremowego sosu. Dodajemy resztę fasoli i, w miarę potrzeby, więcej wody pozostałej z jej gotowania, tak, aby całość nie była sucha. Dodajemy zielone, mieszamy, odgrzewamy całość. Zdejmujemy z ognia. Dodajemy resztę startej skórki z cytryny oraz połowę soku. Solimy i pieprzymy do smaku. Dodajemy więcej soku z cytryny, wg. gustu.
I gotowe! Można podawać ze zrumienioną na maśle bułką tartą.
Smacznego!
No Comments