The argument in favor of using filler text goes something like this: If you use real content in the Consulting Process, anytime you reach a review point you’ll end up reviewing and negotiating the content itself and not the design.
Consultation
Jeśli chodzi o pieczone przeze mnie desery to jestem raczej monotematyczna – brownie albo brownie. Po pierwsze, ze względu na moje wątpliwe zdolności, im mniej zachodu z przepisem, tym lepiej dla wszystkich zgromadzonych przy moim stole, po drugie orzechy i czekolada to dla mnie małżeństwo doskonałe i raj dla podniebienia. A przepisy na brownies zazwyczaj takie są – nieskomplikowane, szybkie, składniki zazwyczaj mam pod ręką, a wizja, smak i zapach czekoladowego szczęścia prosto z piekarnika są powalające.
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam brownies na ciepło, ledwo dopieczone, z minimalną ilością mąki, bo im mniej „ciastne”, tym lepiej.
Przepis pochodzi ponoć od samej Katharine Hepburn, jest śmiesznie prosty i nawet mi nie udało się go sknocić. Choć, przyznam szczerze, miałam cichą nadzieję, że coś pójdzie nie tak i będę musiała sama „za karę” zjeść moje dzieło, skrzętnie ukryta pod kołdrą, z latarką i książką w dłoni;-)
Proponowaną porcją wykarmiłam 8 osób, ale nie oszukujmy się – brownies było o co najmniej 4 porcje za mało. Widziałam ten żal i zawód i rozpacz w oczach domowników, bo najpierw obdzieliłam gości, a dla moich Panów zostało po zuselku…
Rozgrzewamy piekarnik do 165C.
Orzechy prażymy na patelni przez ok. 5 min, aż leciutko zbrązowieją. Uwaga, łatwo spalić. Studzimy.
Kwadratową formę 20x20cm smarujemy masłem.
W małym garnku topimy masło, dodajemy kakao, mieszamy dokładnie na gładką masę. Studzimy, po czym przelewamy do większej miski.
Wbijamy w ostudzoną masę jajko, mieszamy dokładnie, wbijamy drugie, mieszamy dokładnie, dodajemy olejek waniliowy, mieszamy.
W osobnej misce mieszamy mąkę z cukrem, orzechami i solą. Dodajemy do masy jajecznej, mieszamy krótko.
Przekładamy masę do formy, wkładamy do piekarnika, pieczemy 30 – 35 min. Nie więcej – brownies powinny być ledwie upieczone. Studzimy, kroimy w kostkę.
Serwujemy jeszcze ciepłe, ale uprzedzam – trochę się kruszą. Zimne ponoć też są pyszne i kruszą się mniej. Ponoć, bo u mnie śladu nie było po niewystudzonych;-)
Smacznego!
No Comments