The argument in favor of using filler text goes something like this: If you use real content in the Consulting Process, anytime you reach a review point you’ll end up reviewing and negotiating the content itself and not the design.
Consultation
Nie mówcie nikomu o mojej kulinarnej obsesji, która nieraz skomplikowala mi życie. Jak powszechnie wiadomo kocham gotować dla gości, bo uwielbiam dobre towarzystwo i dom pełen ludzi. A że gość w dom, Bóg w dom, ode mnie głodny nie wyjdzie;-) W momencie gdy zapraszam na obiad czy kolację, mój mózg natychmiast zaczyna pracować na pełnych obrotach nad menu. I tu pies pogrzebany – jeśli np. główne danie będzie trąciło słoneczną Italią, wszystko inne, łącznie z wjaździkami, koktajlami i deserami musi być też na melodię włoską. Problem pojawia się zazwyczaj w kuchni azjatyckiej, bo u mnie zawsze musi być plater surowych warzyw oraz dip, najlepiej jogurtowo/śmietanowo/ziołowy, a w Azji produktom mlecznym jakoś nie po drodze. Przyznaję więc bez bicia – podczas ostatniego grilla wjaździków nie było, była za to pospiesznie podana kolacja, żeby goście za długo głodni nie chodzili.
Wszystko toczyło się wokół pièce de résistance, czyli głównego dania. Wymyśliłam sobie wołowinę po koreańsku z grilla, a że goście zaproszeni byli w ostatniej minucie – zależało mi na prostym przepisie i składnikach pod ręką.
Przepis ten jest bardzo nieskomplikowaną wersją koreańskiego bulgogi, czyli wołowiny cienko pokrojonej, marynowanej w słodko słonym sosie i krótko grillowanej. Jest to jedno z ulubionych dań moich panów – często chodzimy w Nowym Jorku do koreańskich restauracji, gdzie na każdym stole jest grill i można wszelkie mięsiwa sobie samemu wysmażyć, ku uciesze mojego najmłodszego syna i wszystkich jego kolegów – o poparzeniach nie wspomnę;-).
Słowo o wołowinie – , najlepiej użyć łaty wołowej, choć nie mam pojęcia, czy jest w Polsce dostępna. Można z łatwością zastąpić stekiem wołowym, antrykotem, rostbefem czy polędwicą.
Żeby nie wykluczać drogich niegrillujących – danie można spokojnie przyrządzić na patelni – trzeba tylko podsmażać wołowinę w bardzo wysokiej temperaturze, partiami, niezyt tłoczno, by nie „puściła pary”;-)
Przepis zaczerpnięty z Food & Wine, trochę zmieniony, bardzo podstawowy! Przyjdzie i czas na wariacje;-)
Mieszamy dokładnie składniki sosu, czyli sos sojowy, cukier, wino, czosnek, olej sezamowy i cayenne (wg gustu!) zalewamy nim wołowinę i odstawiamy na kilka godzin do lodówki – ja używam plastikowych torebek z zamknięciem – pozwala mi to przewracać mięso co godzinę, aby się równomiernie zmarynowało.
Jeśli chcemy posypać mięso sezamem, rumienimy go na patelni przez kilka minut, pilnując, by się nie przypalił. Powinien mieć jasno złoty kolor.
Rozpalamy grill do wysokiej temperatury. Wyciągamy mięso z marynaty i grillujemy, najlepiej na tackach, przewracając, ok. 2 min. z każdej strony.
Zdejmujemy z grilla, posypujemy sezamem i kolendrą i od razu serwujemy.
No Comments