The argument in favor of using filler text goes something like this: If you use real content in the Consulting Process, anytime you reach a review point you’ll end up reviewing and negotiating the content itself and not the design.
Consultation
Nowy Rok Księżycowy uczciliśmy z przytupem, a jakże. Od dawna chodziły za mną orientalne smaki, o czym mogą zaświadczyć moje wcześniejsze wpisy.
Tym razem wpadł mi w ręce najnowszy numer Food & Wine, miesięcznika o jedzeniu i winie, dosłownie, choć to trochę prostacko brzmi:-) Natknęłam się w nim na artykuł o daniach azjatyckich i uwiedziona tylko zdjęciem (o zgrozo!), postanowiłam wypróbować przepis na wołowinę po wietnamsku, z trawą cytrynową i anyżem gwiazdkowym, czyli Bo Kho. Zazwyczaj jestem ostrożna – czytam opinie czytelników, porównuję składniki, tym razem jednak bylo raz kozie śmierć – bo byłam sama, miałam pod ręką wszystko co potrzebne i czas, by przepis dokładnie powtórzyć.
Za wiele sobie nie obiecywałam, bo skład i wykonanie wydały mi się za proste (a ja wiem lepiej;-)). Myliłam się, danie jest zaskakująco pyszne, aromatyczne i, moim zdaniem, śmiesznie łatwe. Nie jest pikantne, z całą pewnością będzie smakować i starym i młodym. Moi Panowie byli pod wrażeniem.
Przypomina gulasz, można je serwować z makaronem ryżowym lub jajecznym, najlepiej jakimś azjatyckim. F&W sugeruje bagietkę, co nie jest zlym pomysłem, bo sosu w nim co niemiara. Ja podałam z ryżem i wszyscy byli szczęśliwi.
To danie z gatunku „Zrób w weekend, a w tygodniu będzie jak znalazł”, bo lepiej smakuje, gdy trochę postoi:-)
Przepis podaję z drobniutkimi zmianami, bo oryginał miał za dużo wody i trochę się cackali z ilością pomidorów.
PS Przysmażanie wołowiny za każdym razem przyprawia mnie o palpitacje serca. Jak bym się nie starała, zawsze kuchenka do wymiany, taka upaskudzona…
W misce mieszamy wołowinę, trawę cytrynową, sos rybny, cukier i przyprawę chińską. Odstawiamy na 30 min do marynowania w temperaturze pokojowej. Od czasu do czasu mieszamy.
W dużym rondlu rozgrzewamy 1 łyżkę oleju. Podsmażamy 1/3 wołowiny na średnim (średnio mocnym!) ogniu, tak, aby była bardzo zrumieniona z 2-3 stron. Odkładamy na talerz, czynność powtarzamy, (pamiętając o oleju) aż cała wołowina będzie usmażona. Marynaty nie wyrzucamy!
Zmniejszamy temperaturę, dodajemy 1 łyżkę oleju, cebulę, imbir i czosnek, i podsmażamy mieszając przez 3-4 minuty.
Dodajemy pomidory, anyż, liść laurowy i łyżeczkę soli. Mieszamy, doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy temperaturę, przykrywamy i gotujemy na wolnym ogniu przez ok. 12-14 min., mieszając od czasu do czasu.
Dodajemy do garnka wysmażoną wołowinę (razem z sokami!) oraz marynatę, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez 5 min, mieszając, aż sos trochę zgęstnieje.
Dodajemy 3 szklanki wody, mieszamy, doprowadzamy ponownie do wrzenia, przykrywamy i gotujemy na bardzo wolnym ogniu przez ok. 75 min. Wołowina powinna być prawie miękka.
Odkrywamy garnek, usuwamy tłuszcz, który zebrał się na powierzchni, dodajemy marchew, mieszamy, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy bez przykrywania, na wolnym ogniu, przez kolejne 45 min.
Doprawiamy do smaku solą i odstawiamy na chwilę, a najlepiej dzień lub dwa – wołowina się „przegryzie” i będzie jeszcze lepsza!
Przed podaniem posypujemy posiekanymi ziołami.
Ufff! Nie obiecywałam, że będzie szybko;-)
Smacznego!
No Comments